×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Droga do nikąd

Data wpisu:

19.11.2010

| Dodaj komentarz

Porządkując zeszyty i notatki, żeby nie zostawić po sobie bałaganu i zmniejszyć ewentualny bagaż powrotny do minimum, znalazłam urwane fragmenty…

Wszystkie podobieństwa do osób i zdarzeń są czystym wymysłem autorki…

…Mam mega natchnienie! Siedzę sama w pustym jeszcze barze ze sprajtem… bo czasem kiedy prowadzę to nie piję! Na 63 piętrze Hotelu Address, w mieście Dubaj, 4 dni przed Wigilią 2009 roku. Pewnie jesteś ciekawy jak się tu znalazłam? Powinnam powiedzieć: zrządzenie losu… jak wszystkie ważniejsze sprawy w moim życiu. Te ważniejsze sprawy to byłoby: dzieciństwo na Łąkowej i smugi światła w kuchni na zawsze kształtujące moje wartości estetyczne. Pojawienie się Koli w domu. Popołudnie u Ani i Macieja, kiedy Michał nie chciał wziąć Adusia na ręce. Ja i Grzegorz w tym samym domu przez chwilę. Telefon w Londynie, na dziale Balenciagi, bo ktoś mnie zarekomendował. I tak tu się znalazłam. Przypadkowo też poznałam wszystkich najważniejszych przyjaciół w moim życiu. Przez przypadek nie poznałam tylko Jego… Jego poznałam przez Jędrzeja pośrednio. Gwiazdor filmu, pierwsza kamera i klatka Gdańska. Kamera Gdańska, a klatka raczej jednej znanej aktorki przed menopauzą. Nie! Zaraz! Kiedy ma się menopauzę po 40 czy po 50? I jak ten wyraz się poprawnie pisze? Mniejsza o to, każdy będzie wiedział, o co chodzi! A więc jak to było? Aha! Wyrzuciłam wszystkie jej filmy i kupiłam wszystkie Jego. Przeleciałam 350 tysięcy mil czy ileś tam, nie jestem pewna, bo chciał mnie zobaczyć i problem w tym, że… było lepiej niż miało być… chociaż nie byłam sobą. Tak bardzo nie sobą, że bardziej nie można było po prostu! No i jestem znów w Dubaju, a on myśląc o kobiecie, z rozdwojeniem jaźni napisał, że jednak do Dubaju trzeci raz się nie wybiera. Ale wcale nie chciałam o tym pisać! Każda książka powinna mieć jakąś fabułę, początek i koniec, no i bohaterów. Bohaterka już jest. Walcząca na Bliskim Wschodzie. Zawracająca odważnie głowę pierwszemu kawalerowi trzeciej RP. Wyrażająca śmiało własne poglądy. Wystarczająco ambitna by spróbować napisać książkę…, a przynajmniej opowiadanie… Miejsce akcji! Niech będzie Dubaj. W końcu tu teraz jestem. Wystarczająco egzotycznie, by zainteresowało czytelnika. Oj uwierz mi, bardzo egzotycznie i za razem tak po domowemu, tak po europejsku. To chyba dobra charakterystyka. Czas jest tylko trochę przerażający. 4 dni do Wigilii, która w tym roku, jeszcze bardziej niż rok temu, nie ma za bardzo sensu. Dlaczego nie ma sensu? Bo Święta z dala od domu nie mają sensu, smaku, światła i zapachu. Nic nie mają ze Świąt. I ja takich Świąt nie chcę. I jeśli On przez chwilę poczuje się nieszczęśliwy w te Święta, to powinien wiedzieć, co ja czuję. Generalnie to On chyba powinien wiedzieć, co czuję. Ale brak mi odwagi, żeby po prostu teraz zadzwonić. Ale Boże! Przecież nie o tym miałam dziś pisać! Dziś miało być o miłości…

Kiedy mężczyzna kocha kobietę to wsiada w samolot i leci 350 tysięcy mil, by zabrać ją na spacer. Kiedy kobieta kocha mężczyznę, to cierpliwie czeka, aż On wsiądzie w ten samolot, a potem skraca to 350 tysięcy mil do 240 km…

Kiedy mężczyzna kocha kobietę to daje jej pierwszeństwo przed matką, pasją, zawodem, własnymi nałogami i sobą samym. Kiedy kobieta kocha mężczyznę to akceptuje Go takim jakim jest i jest gotowa z jego człowieczeństwa dać nowe życie…

Pewnego dnia zdobędę się na odwagę, by nie czekać z marzeniami. Przestanę wracać do przeszłości. Zamknę tamte drzwi… otworzę okno i wyskoczę przez nie, a prawdziwa miłość dobra, szczera i czysta złapie mnie w swoje skrzydła. Na razie postaram się wrócić do rzeczywistości, w której nie mam jeszcze swojego miejsca i zapomnieć o tym jak blisko los posadził mnie przy marzeniach… Pozwolił patrzeć, mówić, słuchać… Muszę mu podziękować, odkąd się ze mną zaprzyjaźnił. Powiedział mi nawet, w drodze powrotnej, że przyjdzie taki dzień, gdy oboje zdobędziemy się na odwagę, by zacząć żyć marzeniami. Uwierzyłam… i już nie płaczę w drodze powrotnej donikąd…