×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Dupaj

Data wpisu:

06.11.2010

| Dodaj komentarz

Na podstawie pewnej rozmowy…

Posłużę za eksperyment badawczy pt. „ Przyczyny zaniku odczuwania przyjemności wynikającej ze stosunku płciowego, na podstawie stylu życia Olgi xyz”, a ty opisz naszą rozmowę ku przestrodze innych!

Dubaj wyrządził wielką szkodę mojemu ciału, albo ja sama sobie wyrządziłam krzywdę. Dubaj „wyzwolił” mnie obyczajowo. Pozornie tylko wyzwolił, bo wolałabym wrócić do dawnych schematów uczuciowo-zachowawczych, czyli najpierw uczucia, a potem zachowania. W Dubaju natomiast poddałam się zupełnie atawistycznym zachowaniom kopulacyjnym dla samej przyjemności pozornej bliskości obcowania z drugim człowiekiem. Przyjemność zgasła jakby ktoś wyłączył mi tę funkcję w mózgu, a ciało zaczęło funkcjonować na zasadzie mechanizmu. Poziom odczuwanego podniecenia jest nadal wystarczający, żeby dać się skusić, od nowa i od nowa i jeszcze raz, ale niewystarczający by przeżyć orgazm, lub nawet radość z odpukanego aktu.

Ta pustka i zawód nie atakują od razu. Przychodzą rano, gdy kolejny znajomy wychodzi bez śniadania i „dzień dobry, kochanie”. To tak jakby organizm nie wchodził na wyższe obroty przyzwyczajony jak rowerek stacjonarny do szybkiego, częstego pedałowania. A przyjemność zaczyna się, jak prawdziwy trening, na systematycznym, stabilnym pokonywaniu długiej trasy.

I jeśli długo nie siedziało się na rowerku, można sobie pozwolić na szybką wycieczkę raz w roku. Ale jeśli to staje się rutyną, uprawianą systematycznie na krótkich trasach, na różnych rowerach, organizm nigdy nie dojedzie do żadnego celu…

I tak jest właśnie w moim przypadku. Z braku partnera do długich wojaży, odbyłam zbyt wiele szybkich, rutynowych treningów po ciele, które zaowocowały uszkodzeniem mózgowego ośrodka odczuwania spełnienia na trasie…

Wniosek? Rowerek stacjonarny idzie do piwnicy, rozmontowany na części. Już po raz trzeci. Tym razem musi zostać tam na dłużej niż te cholerne 20 dni! Ze 200 albo 360! Może tak wyleczę swój ośrodek spełnienia. W sumie autorka „Jedz, módl się i kochaj” osiągnęła wspaniałe efekty po roku ascezy i celibatu. Proszę dołożyć do kuracji medytację i odstawić wszelkie środki samo-zadowalające i antykoncepcyjne, które działają na moją wstrzemięźliwość jak dzwonek na psy Pawłowa. Już nie chcę być psem Pawłowa śliniącym się na każdy dzwonek… ładnego, wyścigowego rowerka. Nawet gdyby miały uschnąć mi kolana z braku miłości! Może to jedyna droga powrotu na prawdziwą trasę!

W tym Dupaju, jak skwitowała kiedyś jedna polska turystka…