×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Jedno jabłko dwa smaki

Data wpisu:

30.07.2010

| Dodaj komentarz

Nie wiem który dziś dzień, wiem że zaczął się kolejny rok.

Piszę do ciebie tysiące listów… w myślach… żadnego nie wysyłam, żadnego nie zapisuję nawet na papierze, żeby nie było dowodów… mojej… słabości. Regularnie sprawdzam ślady Twojej wierności… chcę wrócić po nich w Twoje ramiona. Żadna odległość nie ucina uczuć. Może to zrobić tylko czas, a i on słabo się stara. Myślisz teraz, że nie masz przyjaciół?

A ja tu jestem…. zawsze byłam, nawet jak nie mogłam być, istnieć nawet we wspomnieniach, to żyłam. Wstawałam z łóżka, ubierałam uśmiech, przełykałam, bo ostatnio kiedy jadłam z apetytem to były schabowe… sprzedawałam sukienki, potem siebie za kilka komplementów i znów sukienki i znów siebie tym razem za złudę uczucia bycia ważną dla kogoś, wracałam do pustego łóżka, żeby znów rozpamiętywać w snach od nowa każdą chwilę… wstawałam z łóżka…

Wiesz, teraz już jestem nieszkodliwa zupełnie, zupełnie nieistotna, bo nawet gdybyś kiedyś już jako starszy, zupełnie siwy Pan zdecydował się mnie szukać, to nie przyjdzie ci do głowy, żeby szukać mnie na pustyni…

30.07.2010

Niepotrzebne były te wcześniejsze emocje…

Okazały się tylko dalekim wspomnieniem ciał, które doskonale do siebie pasowały. Dzięki Bogu w porę zorientowałam się, że moje ma jeszcze i rozum i duszę i zupełnie inny poziom ambicji. A wydawało mi się, że jak Bóg tworzy dwa ciała jak połówki jabłka, to i dwa spojrzenia na życie, dwa oczekiwania i dwie aspiracje zagrają tę samą melodię…

Nikt nie mówił, że może się zdarzyć tak, iż dwie połówki jednego owocu będą miały różny smak… tak różny, i w dążeniu do zupełnie innych standardów i celów oddalą się od siebie o lata świetlne doświadczeń, niemożliwych już do pokonania. Zrozumiałam to w końcu, i z uśmiechem na twarzy cieszę się, że przeżyłam tę historię i z uśmiechem na twarzy opowiem może kiedyś wnukom jak to jest z tymi jabłkami…

A w następnym odcinku pora opowiedzieć o właściwych poszukiwaniach męża i przygodzie z Sekretem…