×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Ubrana w welur

Data wpisu:

10.10.2010

| Dodaj komentarz

Przyszła pora podjęcia decyzji. Jestem gotowa na zmianę pracy. Nie wiem czy podołam nowemu stanowisku w małej firmie z dużymi ambicjami i mało konkurencyjnym produktem, ale chcę zaryzykować. Nie boję się wyzwań, a nad stabilną posadkę i lekką pracę przekładam możliwość dalszej nauki w zawodzie i zdobywanie nowych doświadczeń. Zdecydowanym plusem będzie z pewnością, po dwóch latach, unormowany tydzień pracy od niedzieli do piątku od 9 do 6, z wolnymi weekendami jupiiii : ) i samodzielne, bardzo kreatywne stanowisko. Kais ma rację tłumacząc mi, że mój charakter i indywidualizm nie nadają się do wielkich korporacji, w których najlepiej sprawdzają się pracujące bez zgrzytu małe trybiki…

Ostatnie zawirowania w mojej obecnej pracy pozwoliły mi zmienić nastawienie do problemów zawodowych. Każdą sytuację można przyjąć pozytywnie : ) Charlie z „ Joe Cafe” stwierdził, że jako młoda, doświadczona, myśląca, pracowita i ładna kobietka powinnam dziękować losowi, że tymi zawirowaniami motywuje mnie do dalszego rozwoju, działania i podróży przez życie, a nie tkwienia w tym samym punkcie latami. Co zawsze wydawało mi się zawodowo największą możliwą porażką. Od konfliktu z nową szefową wiele się zmieniło. Postanowiłam zmienić troszkę moją dubajską egzystencję. Proces był bardzo prosty. Wiedziałam, że aby mieć siłę do podjęcia nowych wyzwań, muszę odświeżyć swoją duchową i domową egzystencję. Los nie pozwolił mi spotkać w Dubaju wielkiej, prawdziwej Miłości, więc definitywnie skończyłam z wszelkimi komediami, dramatami i telenowelami w mojej komórce. Wyczyszczona z niepotrzebnych, nieprawdziwych, niesatysfakcjonujących znajomości zaczęła zapełniać się numerami fajnych ludzi. Edyty, która z córeczką wynajęła moje studio. Teamu siatkówki plażowej, z którym gram, co środy w amatorskiej lidze. Serbskiej joginki Sani, z którą godzinami rozmawiamy o energii kosmosu wygrzewając się na plaży. Clarensa, wioślarza, Mistrza Dragon Boats reprezentacji USA. Agnieszki z Zielonej Góry, stratega rozwoju Philipsa mieszkającej dwa budynki dalej…  Do tej pory zamartwiałam się, że od dwóch lat nie mam blisko żadnych przyjaciół i nie potrafię nawiązywać przyjaźni. Wystarczyło tylko, że zmieniłam zupełnie wewnętrzne nastawienie na gotowość i potrzebę nawiązania nowych znajomości, a Univers natychmiast zabrał się do realizacji, we wspaniały sposób, mojego zamówienia : )))

Niewiarygodnie jak jedna najprostsza decyzja, np. zmiana mieszkania może odmienić samopoczucie. W nowym miejscu czuję się doskonale z widokiem na morze od podłogi do sufitu, znów w dużej przestrzeni z ludźmi, których obecność jednak mi nie przeszkadza. Studio dawało mi komfort prywatności i samodzielności, ale wzmagało poczucie osamotnienia. Po przeprowadzce okazało się, że przez czas w Dubaju zrobiłam wielkie postępy w obcowaniu z ludźmi : ))) Potrafię się dostosować, porozumieć i czerpać prawdziwą przyjemność z bycia w grupie. Ciągle pracuję nad większą życzliwością i empatią, ale chyba nauka nie idzie w las : ) i bardzo się z tego cieszę, bo to jest moja pięta Achillesa…

Dostałam też miłą nagrodę od losu i po dwóch latach pracy w sklepie Catherine Malandrino, przed opuszczeniem firmy, miałam możliwość asystowania przez 3 dni podczas jej odwiedzin w Dubaju. Jej wdzięczność wypowiedziana w 3 zdaniach zastąpiła wszystkie rzadko artykułowane pochwały moich szefów. Wyrazy uznania z jej ust wynagrodziły mi wszystkie dni i tygodnie trującej nudy i bezczynności oraz miesiące starań i pracy by sprzedać jej designerską filozofię.

Catherine przyjechała poznać swoje arabskie klientki. Pokazać najnowszą kolekcję na autorskim pokazie mody zorganizowanym dla niej w Bloomingdales. Spotkać się z dziennikarzami i wyprawić huczne cocktail party dla największych fanek. Zdecydowanie jestem jedną z nich. Wspaniała, inspirująca, piękna, prawdziwa, spełniona, szczęśliwa kobieta. Tylko tak można, bo nie sposób w całości opisać Catherine. Miała pasję do mody, której nie bała się realizować. Została wierna sobie we wszystkim, kim jest i co robi. Osiągnęła szczęście takie, jakie sama sobie zaprojektowała, wypracowała i uszyła. Jeszcze jeden przykład na to, że życie jest w naszych rękach, dla wszystkich jest wystarczająco szczęścia, a Univers pomaga w podążaniu za własną legendą, jeśli tylko odważymy się wyruszyć w drogę… i świadomie będziemy podążać za jego znakami i nauką.

Cocktail party udało się znakomicie. Wszystkie moje klientki wystąpiły w sukienkach Catherine. Catherine była zachwycona i sama wyglądała zachwycająco w złotej długiej sukni. Modelki prezentowały 6 kreacji wieczoru, na scenie stały manekiny ubrane w najnowszą kolekcję, grała didżejka z Nowego Yorku. Barmani serwowali pyszne, kolorowe drinki. Cathernie pozowała do zdjęć i rozmawiała z każdym gościem. Cały czas chciała mieć mnie przy sobie. Piękne zwieńczenie dwóch lat pracy. I gdybym potrafiła zakochać się w New York pewnie mogłabym już pakować walizki, ale nawet nigdy nie będąc w tym mieście wiem, że nie jest ono dla mnie. Miejscem, w którym mogę mieszkać są miasta z klimatem małych uliczek, historią lub słońcem : ) a na ulicach NY słońca nie ma, bo drapacze chmur zablokowały mu dostęp do ludzi… nie to co sześciopasmówka Sheikh Zayed Road u nas w Dubaju ha ha ha.

Dziś pisząc na blogu i myśląc nad całym światem mody czuję się jak welur… miły w dotyku, przyjemny dla ciała, mocny i miękki, zakrywający, rozciągliwy, błyszczący, seksowny materiał…

Dobry materiał na własną legendę…