×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Gdzieś w hotelowym korytarzu…

Data wpisu:

10.08.2012

| Dodaj komentarz

Pieprzenie takie. Że pojechała nad morze spotkać się z wirtualnym kochankiem, którego poznała gdzieś przypadkiem, przypadkiem dała mu swojego maila i przypadkiem mailowała erotyczne fantazje przez rok, a potem doświadczyła „największej bliskości” na parapecie w łazience. Oczywiście za plecami męża. No bo najczęściej jest trzeci bohater tej historii. Mąż lub żona. I dlatego chcę się dziś na temat cielesnych uniesień wypowiedzieć, bo jak czytam taki marny artykulik w poczytnej gazecie dla pań, to już widzę te tysiące niedopieszczonych, które marzą o „prawdziwej” bliskości, która dla mnie jest po prostu erotyczną przygodą z nieznajomym i z prawdziwą bliskością nie ma nic wspólnego. Czy naprawdę smaczniejsze są kolacje przyprawione kłamstwami? Czy bardziej podniecające są chwile, w których ktoś drugi jest oszukiwany? Jak można być szczęśliwym, serwując nieszczęście komuś, kto nam zaufał do tej nieprzekraczalnej granicy naszej cielesności? Ok, jak nie jest tak jak było kiedyś, czy nigdy nie było tak jak być miało i nie ma szansy, żeby się zmieniło, to zakończmy związki, podzielmy domy, dzieci i jedźmy z czystym sumieniem do hoteliku przeżywać prawdziwą bliskość przez weekend. Z całego serca mam nadzieję, że te kilka chwil chemicznej podniety będzie trwać wiecznie, bo wtedy nie będzie żalu po drastycznym cięciu. A może właśnie chodzi, żeby nie ciąć? Żeby sobie najpierw poeksperymentować, potestować, bo jak coś nie pójdzie zgodnie z intuicją, to zawsze jest do kogo wrócić… Co się stało, że białe nie jest już białe, a czarne mieni się wszystkimi kolorami tęczy? Co z przysięgami, prawdą, godnością ? I co z tą bliskością? Tą, którą tworzy się latami, dekadami, zaliczając razem kolejne etapy życia, choroby, sukcesy, przegrane. Czy weekend może naprawdę znaczyć więcej niż pierwsza Wigilia przy rodzinnym stole z pierwszym dzieckiem? Bo ja, im więcej przeżywam z człowiekiem, którego zaprosiłam do swojego życia, tym bliżej go chcę być i więcej bliskości czuję. A to, co przeżywam tworzy się nie tylko na parapecie w łazience.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *