×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Kościelny DINOZAUR

Data wpisu:

13.08.2012

| Dodaj komentarz

Pisać czy nie pisać? Nie wiem! Pisać, bo nie można być obojętnym. Nie pisać, bo nie można nikogo oceniać. W szczególności księży. Dobrzy księża z prawdziwego powołania sami się obronią ciężką i pożyteczną pracą w parafiach, ale co z tymi nieogarniętymi, niedouczonymi, bez talentu? Kto ich wytłumaczy z braku kompetencji? Kto obroni przed moją miażdżącą krytyką? Watykan milczy i pilnuje, żeby żaden pasterz nie wychodził przed stado. No, może oprócz Rydzyka, ale to już nie duchowny, to osobna instytucja. Moja krytyka ma silne podstawy wyniesione z uniwersytetu katolickiego i spotkań ze wspaniałymi ludźmi – księżmi. Bo dla mnie najpierw jest człowiek, a dopiero potem trener, lekarz, ksiądz. I ja z nimi wszystkimi miałam w życiu wiele szczęścia. Było mi dane słuchać i uczyć się od prawdziwych fachowców : ). Dlatego tym mocniej razi mnie, jak wiele Kościół robi, by zniechęcić do siebie ostatnich wiernych. Coraz więcej niczego nie robiąc i pozwalając by wszedł taki człowiek na ambonę i zaczął wrzeszczeć. Dosłownie drzeć się, tak, że uszy trzeba było zatykać, albo wyjść, żeby nie ogłuchnąć. To wyszłam. Po raz pierwszy w życiu wyszłam ze Mszy. I się popłakałam, bo moja religia jest w ten sposób unicestwiana i co mam powiedzieć znajomym, którzy dawno już w Kościele nie byli? Kiedyś mówiłam, szukajcie wartościowych Księży bo tacy istnieją, ale jak mam takiego znaleźć tu na pustyni? Mówią, że wierni w Kościele odzwierciedlają duchownych. W naszym 5 białych twarzy, 8 wykształconych i kompletna znieczulica na beznadziejnie niski poziom niedzielnych serwisów. Kiedyś jak szłam, to sobie czytałam Pismo Święte podczas kazania, reszta filipino i indyczko naokoło drzemała, ale już się nie da ani medytować, ani spać, ani czytać, bo wszyscy lokalni księża z importu upodobali sobie testowanie mocy kościelnego nagłośnienia i krzyczą, albo krzycząc śpiewają tak, że poziom mojej agresji kwalifikuje mnie do gorącego kotła. Ta rutynowość, ta monotonność, ta pompatyczność ich nauczania nie ma już dawno nic wspólnego z nami, współczesnymi Chrześcijanami. Pamiętam dwa lata temu rekolekcje ze szkockim, starym misjonarzem. Ludzie przynosili własne krzesełka żeby usiąść, bo wszystkie ławki były pozajmowane, a jego sakrament uzdrowienia naprawdę mnie uzdrowił. Następnego roku przyjechał proboszcz jakiejś parafii, specjalista od słowotoku. Sukcesu nie było, wiernych w Kościele też nie. Ludzie potrzebują jak nigdy duchowego wsparcia, treningu, kompasu, gdy wszystkie wartości przestają mieć znaczenie. Chcą słuchać, uczyć się o Bogu, ale w języku partnerstwa, codzienności, którą żyjemy. Dostajemy w zamian zupkę w proszku. Pokarm bez wartości odżywczych. Nasz profesor w koloratce  powtarzał: wymagajcie wiele od waszych księży, żeby się starali, bo jak nie będziecie wymagać tylko przyzwalać na bylejakość ich posługi, to Kościół przestanie istnieć. Prorocze słowa. W Anglii od 10 lat można sobie kupić nowocześnie wyposażony loft w byłym kościele i wychodzić z psem na poranną toaletę, pomiędzy nagrobkami, na dwustuletni cmentarz za murem. Oczywiście trzeba pamiętać o woreczkach na psią kupkę, żeby nie gorszyć sąsiadów z kościoła opodal. Argument był jeden, nie do odbicia. Albo burzymy nieopłacalne puste budowle kościelne, albo komercjalizujemy. No to skomercjalizowano. W Polsce do tego nigdy nie dojdzie, nawet jak kościoły będą straszyć pustkami. Nie ma planu naprawczego katolickiego Kościoła. Więc niech nie dziwi nas widok muzułmańskich mosków na każdym rogu, za bardzo krótką chwilę. A najbardziej medialny problem molestowania to jedynie wierzchołek góry lodowej. Przez 4 lata oszukiwałam się, że warto chodzić co niedzielę do dubajskiego kościoła. Teraz poszukam w sobie prawdy i Boga gdzie indziej. Zacznę od godzinnej lektury i kontemplacji wierszy Księdza Twardowskiego każdego niedzielnego wieczora. Nikt niech mnie nie naśladuje tylko szuka swojej drogi i swoich przewodników duchowych. Ojcze Janie… szkoda, że i Ciebie pożarł kościelny dinozaur. Pomimo cenzury rób to, co robisz doskonale, rozmawiaj z młodzieżą. Ucz prawdy! Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *