×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Krecia robota

Data wpisu:

22.04.2011

| Dodaj komentarz

Dziś jest najtrudniejszy wieczór tego roku. Apogeum mojego 40-sto dniowego postu. Moje serce wyrywa się do Davida, udowadniając tym samym, że niczego się nie nauczyło ani też nie zmieniło o jotę, bo nadal traci spokojny rytm natychmiast, po pięciu minutach znajomości czyjegoś innego serca. Tłumaczę mu, że nigdy nic dobrego nie wynikało z tego, kiedy to ja pierwsza organizowałam uczucia i spotkania, więc musimy się zmienić. Inaczej nie będzie żadnego poważnego randkowania nigdy, tak jak nie ma do tej pory. Ale chyba jednak nie chodzi o to, żeby robić coś pod tak bolesnym przymusem, bo w moim chorym przypadku boli jak mam nie smsować, nie dzwonić, nie myśleć i nie przejmować jak on się nie kontaktuje. To trzeci weekend jak się znamy i drugi jak spędzamy osobno. Ja siedząc w domu i jeżdżąc do Kościoła, on na imprezach basenowych pełnych świeżej krwi. Dlaczego nie pisze? Dlaaaaczeeeegoooooo??? Skoro mu się na bank podobam, skoro mądrze i śmiesznie potrafię się odezwać, skoro w kinie było w środę super… Wiem, powodów tego mogą być tysiące, ale fakt jest jeden, że nie przysłał mi żadnego smsa ani wczoraj ani dziś gdy cały Dubaj baluje, więc powinnam już przestać sobie nim zawracać głowę, a ja nie umiem. Ten piątek jest okropny, bez muzyki, bez jedzenia, cichy, samotny, ooookrooopnyyyy… Mistrzu idę za Tobą i dziś mamy oboje bardzo pod górkę. Od następnego tygodnia będzie łatwiej, bo zawsze będzie można wyjść do klubu i zagłuszyć głośną muzyką ciszę w telefonie. Będzie też można wklepać kilka nowych numerów facetów do zabawy. I niech mi się tylko David nawinie na pole widzenia, to z pewnością pożałuje, że nic nie napisał : )))) Matko, no i mówiłam, że powinnam się leczyć bo chcę zrobić zazdrosnego obcego prawie kompletnie faceta z zemsty, że mnie nie polubił tak jak ja jego prawdopodobnie. Czy może ktoś na serio wyciągnąć mi serce, wrzucić do sieci i przeprogramować? Umysł też. Ja nie mam własnego życia i niczego w tym życiu ważniejszego niż oczekiwanie na smsa od kogoś, kogo widziałam 4 razy w życiu. Wiem o co mi dziś chodzi najbardziej, bo po terapii z Mistrzem samo-kłamstewka przestały przysłaniać mi oczy. Chodzi o to, że po wyczyszczeniu mojego życia ze wszystkich pseudo-potencjalnych materiałów na męża, nikt nie pozostał. Po wykasowaniu wszystkich Figo-Fago i Don Juanów nikogo już nie ma dla jakiejkolwiek rozrywki. Zostałam sama ze sobą. A ja nie radzę sobie z czasem dla samej siebie. Ja muszę, potrzebuję, chcę dzielić czas z kimś. Nie tylko czas. Łóżko dzielić też chcę i problemy i światopoglądy. Problem w tym, że w Dubaju dzieli się to wszystko na imprezie zaczynając i na imprezie kończąc, a ja postanowiłam nie chodzić na imprezy do Wielkanocy, więc nie mając nikogo podzielającego mój światopogląd, dziś dosięgnę dna rozpaczy w samotności. Do tego cała Rodzina jest już w domu w komplecie, Alanek zaczął się wypowiadać całymi zdaniami, Mama upiekła makowca w białej polewie, którego uwielbiam od dzieciństwa, a ja jestem tu cholernie głodna, znudzona i samotna. Mistrzu, natchnij go do jednego smsa !!! Mam gdzieś ten kurs NLP, straciłam dopiero kolegę, który w nim afirmował przyszłość. Ciekawe co robił źle, że zginął po 5 tygodniach tego kursu… Ja po 5 tygodniach nadal jestem prześladowana własnym zadręczaniem się: ”niech napisze, niech napisze, niech napisze”, zupełnie nie w zamyśle NLP. A wszystko przez to, że nie zjadłam białej czekolady, która teraz łazi za mną od 3 dni i mnie irytuje wewnętrznie. Idę do sklepu uciąć, choć jedną dziś mękę.

Za dwie godziny, po północy postnego piątku skonsumuję swoją nędzną, słabą wolę. Wolę zjeść tabliczkę czekolady, niż w nocy przez sen wysłać znów jakiegoś bezsensownego smsa, do kogoś, kto z pewnością będzie już nieźle… rozluźniony, jak to Brytyjczycy określają!

OMG !!!! Za późno z czekoladą… moja wola jest słabsza niż wzrok kreta. Wolałam zjeść czekoladę, a wysłałam smsa. Trochę ciśnienia uszło, a jak szybko zjem czekoladę to jest szansa, że nowe ciśnienie, spowodowane oczekiwaniem na odpowiedź się dziś nie pojawi. Ok., powiedzmy, że David dostał ostatnią szansę jeśli był taki niedomyślny i nie skumał, że go lubię…

Zadzwonił mój nauczyciel Kais. Już mi nie potrzeba czekolady i nie ma już ciśnienia.

Life is slower than you Nell. Life needs balance…

P.S

Jest Sobota. Skasowałam wszystkie wiadomości otrzymane i wysłane w swoim telefonie, a na koniec numer Davida. Na pewno do niego już nie napisze pierwsza. Koniec z powtarzaniem starych błędów w nieskończoność… Krecik przejrzał na oczy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *