×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Ptasie mleczko

Data wpisu:

26.07.2010

| Dodaj komentarz

Jeśli czytasz tego bloga, to zabraniam ci go czytać!!! Rozumiesz? Tobie jedynemu zabraniam. To, że wystukałeś moje imię na Facebooku nie uprawnia cię do czytania tego bloga! Nie po tym jak szukasz Kobiet…Dating…Relationship…Z dating i relationship nie ma problemu, bo każdy może szukać, ale jak już decyduje się po roku wysłać do mnie wiadomość, to zamiast kobiet… powinien szukać KOBIETY… tej jedynej… najważniejszej…a nie cholernej liczby mnogiej…

To co, że Haider jest mało troszczącym się facetem, to co, że jak ja płaczę przez grzyb z AC na suficie, który czuje jak mnie dusi, to on najzwyczajniej w świecie wychodzi, bo stracił good mood, to co, że tylko ja mówię, tylko ja w ogóle mam coś do powiedzenia jemu, to co, że boję się tak bardzo kolejnego rozczarowania, że robię ze wszystkiego mega problem… i sama się negatywnie nakręcam. To nie daje ci prawa czytać tego bloga, a mi słuchać tej francuskiej cholernej piosenki…

Nie potrafię, nie umiem wrzucić na luz z facetami… za dużo ich było, za dużo niewypałów wybuchających mi w sercu… Dziś koleżanka na basenie skwitowała, że z takim tyłkiem to w ogóle by się nie przejmowała czy jakiś tam figo fago zadzwoni łaskawie czy nie, bo jak nie to jego niepowetowana strata… kazała spojrzeć mi najpierw w lustro, potem w metrykę i na końcu w CV i nie zadowalać się byle czym, bo nie warto… Łatwo jej powiedzieć…

Niedawno napisałam komuś, że rozczarowania trzeba palić, a nie balsamować, a tu okazuje się, że zabalsamowałam jedno jak mumię Tutenchamona…

A za chwilę od nowa zacznę namaszczanie zwłok tamtej miłości…, bo dziś mi jest źle, smutno, głodno, i brakuje jak nigdy kotletów schabowych, ziemniaczków puree i ptasiego mleczka…

Żebyś wiedział, że w końcu wyjdę szczęśliwie za mąż, żeby zrobić Tobie i Szymonowi na złość, choć Szymon nie będzie nawet o tym wiedział…, a wtedy już na pewno uwolnię i siebie i ciebie od tych wszystkich wspomnień, które podświadomie wyczyściliśmy z problemów, rozczarowań, kłótni i kłamstw… i wracamy do nich jak do idealnej konstrukcji wieży Eiffla, którą przecież nie byliśmy… nie byliśmy?

Nie jesteśmy… A skoro nie jesteśmy… to dlaczego ciągle do tego wracamy… ???

18.08.2009

Cześć, kwiatuszku

Mój instynkt Szerloka Holmesa tak właśnie zareagował. Jeśli jednak się myliłem to bardzo Cię przepraszam. Bardzo mi na Tobie zależy i chciałbym znać każdą prawdę nawet tą co najbardziej boli. 🙁

Dzisiaj doszedłem do siebie, troszeczkę mnie pozytywnie wykończyłaś. 🙂

Z lotniska jechałem około 1.5h na Turnpike line.

Gdy czekałem jeszcze 5 min na Ciebie, tak bardzo mi się zrobiło smutno, tak bardzo zaczęło mi już Ciebie brakować.

KOCHAM CIĘ! Wiesz?

Masz moje skrzydełko na noc. 🙂

Czeka mnie wiele pracy.

Ale poradzę sobie. 🙂

02.07.2008

Pani Krystyno

Proszę wybaczyć mi ten list. Nie mam do kogo napisać, a serce mi pęka.

Miałyśmy kiedyś możliwość rozmawiać. Z tamtej rozmowy pamiętam tylko jedno Pani zdanie:

„Znam dobrze swojego syna i jeśli on zrobił coś takiego, to on musi panią naprawdę kochać”.

Zawsze będę wierzyć w te słowa.

Od czasu tamtej rozmowy tak bardzo… się zagubiłam. Odchodziłam i wracałam, zapominałam i nie mogłam zapomnieć… od 16 miesięcy wiem, że byłam dla Adama więcej niż żoną…, bo dla mnie żona to już nie pierścionek, papierek z urzędu i wspólne konto. To głaskanie po głowie po ciężkim dniu, wspólne rozwiązywanie problemów, fizyczna obecność jak jest dobrze i źle, całowanie i płakanie, zbijanie gorączki w nocy i ciepło domu…, który Adaś tu miał.

Wielokrotnie odchodziłam w poczuciu winy, z nadzieją, że on wróci do żony dla dobra dzieci. Tłumaczyłam mu, że dzieci nigdy nie pogodzą się z jego odejściem i nie będziemy w stanie niczym wynagrodzić im braku kochanego, potrzebnego Ojca. On mnie przekonywał, że lepiej szczęśliwy ojciec na odległość, niż sfrustrowany i zły w jednym domu. I w końcu zaczęłam w to wierzyć i ufać, że jakoś wszystko się ułoży. Nie chciałam go do niczego zmuszać i naciskać. Chciałam być absolutnie pewna, że on tego chce. I pokochałam Go takiego, jakim jest. Z dziećmi, papierosami, chrapaniem….

Ale miłość jest miłością, a życie jest życiem i nie potrafię już walczyć o nie ciągle z przegranej pozycji. Sylwia od początku traktowała dzieci jako polisę ubezpieczeniową na Adamie i dostatnie życie. A ja nie umiem już żyć w okropnym poczuciu winy. Wszystko przez to, że zostałam wychowana w przekonaniu o nierozerwalności małżeństwa i wielkiej krzywdzie, jaka spotyka rozwiedzioną rodzinę. I szczęściu drugiego człowieka ważniejszym niż własne. W tym chyba, z opowieści Adasia, jesteśmy podobne.

A teraz nie wiem już w co wierzyć, skoro Bogu i ludziom zależy bardziej na papierku niż szczęściu człowieka… i jakie to dobro dla dzieci kiedy tata ciągle kłóci się z mamą, a żona codziennie w nocy oszukuje męża lub mąż żonę myśląc w głębi serca o kimś innym?

Z pewnością Pani jest mądrzejsza ode mnie, więc proszę mi powiedzieć jak Adam, po tym wszystkim co do siebie czujemy i razem przeżyliśmy, będzie mógł się z nią ponownie kochać nie myśląc o mnie? A skoro już zawsze po powrocie do domu będzie myślami przy mnie, to co jest większym grzechem? Oszukiwanie jej sercem czy prawda?

Nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić i nie umiem tego zrozumieć.

Wiem jak bardzo bolesna musiała być jego ostatnia rozmowa z Krzysiem. Ja wiedziałam to od początku, że prędzej czy później ona się odbędzie. Że Krzyś z dziecka zamieni się w chłopca i będą pytania, rozpacz a może i złość… dlatego wtedy przed Wielkanocą odeszłam pisząc okropny list i oddając pierścionek z przeznaczeniem dla żony, która jedyna, myślałam, ma prawo go nosić…. nie chciałam narażać Adama na to cierpienie i rozdarcie serca, bo wiedziałam, że przy dzieciach zawsze będę na straconej pozycji i prędzej czy później to on odejdzie, nie potrafiąc czy nie chcąc pogodzić Miłości do nich i do mnie…

Ale nie potrafiłam zapomnieć wyrazu jego twarzy, gdy oddałam mu to wszystko. Tylko myśl, że teraz już będzie z dziećmi tak jak obiecał pozwalała mi jakoś codziennie się budzić…

Znów się nie ułożyło między nimi. Znów zaczęło układać się między nami…

ale to już nieważne…, bo Adam zrozumiał, że Krzysiu nie jest już dzieckiem i zadaje coraz trudniejsze pytania i coraz bardziej Go potrzebuje. Może nawet życie z Sylwią wydało mu się już nie takie straszne jak jeszcze kilka dni temu…

…a ja po raz kolejny w życiu jestem już niepotrzebna…

i proszę mi powiedzieć co to jest miłość?

Bo dla mnie to wszystko to tyko okropnie bolesny egoizm.

Jeśli ma odejść chcę tylko, żeby przytulił mnie w nocy nad morzem. Potem niech jedzie do domu. Po tym wszystkim mogę Was wszystkich o to prosić. I proszę mi to wybaczyć…..

P.S 26.07.10 adnotacja do bloga

Adam nigdy nie przyjechał na moje zaplanowane nad morzem wakacje…

A ja wiedziałam, ze tylko wyjazd z Londynu pozwoli mi poskładać rozłamane między jego rodzinę a moją miłość serce…

23.12.2010 wysiadłam z samolotu w Dubaju wiedząc, że Adamowi nigdy nie przyjdzie do głowy szukać mnie na pustyni…

Pomimo tego, że Bóg sam zatroszczył się, bym wyjechała wystarczająco daleko, podczas moich pierwszych wakacji w Londynie spotkaliśmy się ponownie… niestety znów po to tylko, aby przekonać się jak niedoskonałą, szczęśliwą tworzyliśmy konstrukcję…

ONE COMMENT ON THIS POST To “Ptasie mleczko”

  1. Malissa pisze:

    You could definitely see your skills within the article you write.
    The world hopes for even more passionate writers like you who aren’t afraid to
    say how they believe. All the time follow your heart.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *