×
MENU

emigrantka.com.pl

Wyjechałam z Polski w 2003 roku. Emiraty Arabskie od wielu lat są moim drugim domem, ale nadal angażuję się w Polskę, bo tam zawsze będzie mój dom. Byłam wyczynowym sportowcem. Pracuję jako projektantka wnętrz, jestem katoliczką, żoną prawosławnego Australijczyka z Libanu. Żyję paleo. Na emigracji zaczęłam pisać dla przyjaciół o wszystkich aspektach życia, nie tylko tych arabskich.

Powrót do poprzedniej strony

Rubinowy creme brulee

Data wpisu:

02.05.2011

| Dodaj komentarz

Nie powinnam czekać z zapiskami własnego nastroju do końca uroczystości zaślubin Księcia Williama z Kate Middleton, bo z najszczęśliwszej dziewczyny w Dubaju jestem najsmutniejszą. Natychmiast trzeba mi zaaplikować antidotum z cafe late i creme brulee! Czuję się totalnie niekochana. Tak, dziś przejmująco jak londyński chłód – do szpiku kości. Zachwyca mnie determinacją, z jaką Kate zdobywała latami Williama i to, co ta kobieta sobą reprezentuje. Wszystko – powiedziałabym – w najlepszych, doskonałych proporcjach. Cała uroczystość była przepiękna, dość nieoficjalna jak na przyszłego króla Anglii. I choć było do przewidzenia, że Kate wybierze dom mody A. Mcqueen na projektanta swojej sukni ślubnej, ta suknia była nie jak Alexander, ale jak Kate. Stonowana, elegancka, ale skromna, bardzo kobieca. Szkoda, że ani kreator, ani Mama Wiliama nie doczekali tej chwili. Myślę jednak, że oboje widzieli moment, w którym Młoda Para pocałowała się na balkonie Pałacu Buckingham jak para nastolatków. Jakby całowali się od niedawna, niewinnie, nieśmiało, uroczo… Jak to dobrze, że William ją sobie sam wybrał z miłości, a może ona wybrała jego… umyślnie zakładając przejrzystą sukienkę, na pokaz mody z jego udziałem, wytrwale stojąc u jego boku, w każdym momencie, w którym jej potrzebował. A może to właśnie wszechświat tak wszystkim pokierował? Bo jak podąża się tropem swojej własnej legendy, to wszystko sprzyja w jej realizacji… muszę nauczyć się robić ten krem brulee, bo zbankrutuję w tej restauracji pod domem! Przyjechałam tu prosto z klubu Barasti, gdzie na plaży, z moimi brytyjskimi znajomymi Lizie i Williamem obejrzałam całą ceremonię ze łzami w oczach. Ile to już rodzinnych zaślubin mnie ominęło, nie wykluczając własnych… Najważniejsze jednak jeszcze przede mną. Wesela mojego rodzeństwa, Marioli i Konrada. Jeśli mnie kiedyś zaproszą. Czy doczekam swojego? Dziś nie postawiłabym na to nawet 10 dirham. Po wielkich planach i przygotowaniach z Michałem, które odwołałam w ostatniej chwili, motywowana potrzebą odkrycia prawdziwej siebie, nie mam już w głowie absolutnie żadnej wizji. I żeby nie narazić siebie na podobną, jak niegdyś, śmieszność w oczach swojej zdziwionej rodziny i znajomych, już nigdy nie odważę się snuć marzeń o własnym ślubie. Z resztą w Dubaju szczerze podziwiam i szanuję każdą parę, która ma staż bycia ze sobą dłuższy niż 3 miesiące. Ja chyba takiego jeszcze nie miałam. I co jest ze mną nie tak? Czy coś jest nie tak raczej z tym miejscem? Mam na palcu rubinowy pierścionek Babci Maryli. Zawsze, gdy go noszę, czuję jej bliskość, wsparcie, zawsze życzliwy uśmiech, spracowane dłonie, które tak rzadko nosiły pierścionki. Uwielbiam go. Jego kwadratowe, czerwone oczko, z trzema perełkami po obu stronach. Ręczna robota dawno temu, zbiera obecnie wiele pięknych, zasłużonych komplementów. To mój talizman, amulet. Babcia całe życie była wierna jednemu mężczyźnie, którego poznała na robotach w Niemczech. Który nie zawsze troszczył się o szczęście swojej żony. I pewnie, gdyby zamiast ze skromną, troskliwą, dobrą kobietą, był z inną to umarłby jeszcze prędzej. Takie to były czasy. Ojcowie pili i rządzili twardą ręką, nie zawsze mądrze i rozsądnie, ale mieli też swój urok, żar, charakterystykę, która teraz bywa wyblakłą kartką wypaczonych, nowoczesnych charakterów bez żadnej treści. Obejrzę tu dziś zachód słońca w hołdzie miłości i prezencie ślubnym dla balującej Kate i Williama. Pewnie nie będą mieli pozwolenia na Honeymoon. Boże, wakacje z miłością życia. Moje największe obecnie marzenie, skryte głęboko w sercu. Zanzibar, Cape Town. Aparat, wieloryby, spacery i kolacje, koktajle i tańce. Wschody i zachody słońca we dwoje. Ale tak niewiele jest facetów, którzy mają to samo marzenie. Albo jak myślą o tym marzeniu, to widzą dokładnie kogoś podobnego do mnie. Czy ja widzę kogoś wyraźnie? Konkretnie? Kiedyś widziałam. Górala, patriotę z ciemnym zarostem, stawiającego domy z drewna swoją silną ręką. Wysokiego, wierzącego, lista nie miała końca. Poznałam Szymona, który jakby się zmaterializował z mojej długiej listy życzeń i nic z tego nie wyszło. A potem okazało się nawet, że jednak nie mogłabym całej reszty życia spędzić w górach. Teraz nie mam już w głowie żadnych konkretów. Nikogo idealnego. Nawet boję się o kimś takim pomyśleć, bo wtedy chciałabym z nim już być jeszcze bardziej. Czy można chcieć czegoś jeszcze bardziej niż teraz? Chyba już nie!

.

2 komentarze To “Rubinowy creme brulee”

  1. ~KaMa pisze:

    Creme brulee idealny dla samotnych :)Składniki:• 500 ml wysokoprocentowej śmietany kremówki 36%• 6 żółtek• 1/3 szklanki białego cukru• 5 łyżek brązowego cukru• 1 laska wanilii Wykonanie: * W rondelku powoli zagotowuję śmietankę z białym cukrem i wyłuskanymi ziarenkami z przeciętej wzdłuż laski wanilii. Gdy zacznie się gotować na brzegach, zdejmuję z ognia i lekko studzę. * Żółtka ubijam, ale nie do końca, nie na puszysto. Dolewam ciepłą śmietanę z cukrem, po łyżce, za każdym razem mieszając, jednocześnie starając się nie napowietrzać kremu. Ma on być gładki, sztywny i błyszczący a nie puszysty. * Napełniam foremki, wlewając krem przez sitko. * Wstawiam na 50 minut do piekarnika, nagrzanego do 100 stopni. * Ostudzony krem schładzam w lodówce przez minimum 5 godzin lub najlepiej przez całą noc. * Każdy krem posypuję 1 łyżką brązowego cukru i karmelizuję, aby cukier się rozpuścił i lekko zarumienił oraz utworzyła się charakterystyczna skorupka.smacznego :))))))))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *